Z PORADNIKA PRZEWODNIKA

Część 1. Jak ukończyć kurs przewodnicki?

 

W związku ze zbliżającym się kolejnym nowym kursem przewodnickim w naszym Kole postanowiłem w pierwszej części mojego poradnika (mam nadzieję, że nie ostatniej) przedstawić kilka rad wynikających z własnych spostrzeżeń i doświadczeń z czasów, gdy sam byłem kursantem.

  1. Na wykłady radzę chodzić regularnie, najlepiej raz na miesiąc. Notować raczej nie warto, bo notatki do czasu egzaminu i tak się gdzieś zawieruszą, za to można zadawać wykładającemu głupie pytania, szeleścić głośno kartkami, rzucać kulami z papieru, strzelać z pistoletu na wodę, kasłać, kichać, chrząkać, chrumkać itp., czyli robić wszystko to co pozwoli być zauważonym przez kierownika kursu lub wykładającego (może akurat przyjdzie na egzamin).
  2. Do referatów na kolejne wyjazdy należy zgłaszać się na końcu, bo zawsze może zabraknąć tematów i kłopot z głowy, lecz jeśli już jesteśmy zmuszeni do napisania czegoś to nie należy zbytnio się wysilać, bo i tak z reguły nikt nas nie będzie słuchał, chyba, że chcemy umożliwić kolegom kursantom dłuższą drzemkę.
  3. Na manewry kondycyjne potrzebne jest przede wszystkim odpowiednie obuwie i tu w zależności od przewidywanej pogody nakładamy klapki (najlepiej ze zdrowotnymi kolcami), tenisówki chińskie, drewniaki lub przy deszczowej pogodzie gumofilce, kursantkom polecam buty na wysokim obcasie, gdyż stopa nie zapada się wtedy zbyt głęboko w błotnistą nawierzchnię. Warto zabrać także zestaw wsporników zapobiegający zamykaniu się powiek (ważne nad ranem) oraz nosze.
  4. Na przejście w Bieszczadach warto spóźnić się parę dni, zawsze to mniej chodzenia. Należy też uważać, aby komputer pokładowy kierownika kursu nie wylosował nas jako osobę wybraną do odpowiadania na pytania typu "gdzie teraz jesteśmy?", "a co to za góra?" itp. Można też się postarać, aby przy schodzeniu z jakiejś górki nasz przewodnik się potknął i skręcił nogę, pozwoli to na wcześniejszy powrót z bardziej -- przepraszam za wyrażenie -- upierdliwej trasy. Przed manewrami należy się modlić, aby nie narysowano nam "stonogi" na Otrycie lub trasy równoległej do grzbietu. Wybierając miejsce na nocleg w lesie podczas manewrów trzeba brać pod uwagę możliwość stratowania przez jelenia lub dzika, znacznie wygodniejsze są wiaty autobusowe. Przed spowiedzią z trasy warto ustalić z kolegami którędy szliście, na których górach byliście, a na których nie, być może uchroni was to przed powtarzaniem manewrów.
  5. Przejście w Beskidzie Niskim to najprzyjemniejsza część kursu, należy zaopatrzyć się tylko w odpowiednio ciężki namiot, aby nie porwał go silniejszy wiaterek lub spływająca woda, zestaw do łatania dziur w stopach, ewentualnie do ich amputacji, komplet gwoździ do przybijania podeszew w butach oraz zestaw do autolokacji satelitarnej. W przypadku trasek w okolicy zalewu w Klimkówce niezbędny okazać się może ponton lub łódź podwodna. Pamiętać trzeba także o umilaniu życia przewodnikom, przecinając im linki w namiotach, chowając tropik podczas burzy, wlewając "gluta" do butów, dosypując nadmiaru pieprzu do glai, budząc w środku nocy telefonem od mamusi itp. Chodząc po górach należy pamiętać o Ukraińcu na motorze, który jak głosi legenda, za pół litra wódki rozwozi kursantom kartki po pipantach.
  6. Praktyki przewodnickie można sobie darować lub odbębnić na jakimś krótkim rajdzie, bo egzamin i tak na pewno będzie oblany, ale trzymając się moich rad na pewno przeżyjecie "mocz wrażeń" i "kupę emocji".

cdn.

Waciak

 


Zobacz także:

Regulamin kursu >>>

Program kursu >>>

Uprawnienia >>>

Relacje z poprzedniego kursu >>>