Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich zaprasza na:

 

 

 


 

XXXII RAJD "BESKID NISKI 2005"

20-23 października 2005

Beskidzie, malowany wiatrami dom

Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią.

Kiedy krzyczę w jesienną ciszę

Kiedy wiatrem szeleszczą liście

Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk,

Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk...

 

XXXII Rajd Beskid Niski przeszedł już do historii.

Rajd zorganizowali kursanci pod czujną Golka. Plakat zaprojektował Alek Wnuk, znaczek - Radek Zadora. Dodatkowo powstala też pieczątka i koperty.

 

Dnia 20 października wyruszyły 2 trasy otwarte:

1. Mrukowa - Folusz - Krempna - Nowy Żmigród - Zawadka (Doma)

2. Gorlice - przełęcz Małastowska - Bartne - Krempna - Nowy Żmigród - Zawadka (Ania)

Do tego trasy zamknięte: KARU, KRET, GGU, trasa łódzka i trasa wózkowa.

 

Sobotniego wieczoru wszyscy dotarli do Zawadki (według organizatorów ponad 70 osób), gdzie zwyczajowo odbyło się zakończenie rajdu. Nie zabrakło tradycyjnego ogniska, pieczonej kiełbasy, gitary i śpiewów. Świętowano do wczesnych godzin porannych.

Podczas zakończenia miało miejsce uroczyste otwarcie nowego kibla. Głównym projektantem i budowniczym tego wiekopomnego dzieła jest Generał. Matką chrzestną została Doma.

Odbyło się także blachowanie nowego członka Koła. W szeregi Koła, przez akt nadania blachy numer 256 wstąpił kolega Michał.

Podczas zakończenia miała miejsce "Piotruś Night Expedition", którą poprowadzili kursanci.

A wszystko to można zobaczyć na tutaj.

 

Relacja z XXXII Rajdu Beskid Niski oraz z Jubileuszowego Rajdu
Grupy Czasem Wędrującej KRET

 

Rajd i jubileusz zaczęliśmy dość nietypowo, bo od koncertu "The Gruz Brothers Band" (nowe wcielenie SDM) oczywiście
w Winiarni u Dyszona.

Wprost po pokoncertowym bankiecie pociągiem do Krakowa i autobusem do Nowego Targu.

Jak sama nazwa rajdu wskazuje, postanowiliśmy zacząć w tym roku od Pienin. Mieliśmy ambitny plan trasy namiotowej, ale dzięki szanownym kolegom Pakulowi i Kubie wyszlo jak zwykle! Zostawili swój namiot w autobusie... Trudno! Więc namiot do Zakopanego, a my do Krościenka. Z powodu licznych przygód po drodze, których zaoszczędzę Szanownym Czytelnikom, dotarliśmy do Krościenka dość późno. Na nocleg, do schroniska pod Bereśnikiem, doszliśmy już po nocy.
W schronisku bardzo milo się grało i śpiewało. Napotkany tam samotny turysta tak się tym rozczulił, że poinformował nas: "takich turystów jak wy, to już nie ma!!". ;)

Rano powitały nas Tatry na horyzoncie i mgły w dolinach. Jak na pocztówkach! Następny odcinek to przejście do schroniska pod Niemcową. Po drodze piękne widoki na Pieniny i przepięknie kolorowe pasmo Radziejowej. Pod Niemcową byliśmy wieczorem. Gorąca kolacja, wiśniówka i gitara! Poranek znowu piękny. Szybkie śniadanko i w drogę do Rytra. Piękna jesienna pogoda, kolorowe buki i mało pod gorę ;). Jednym słowem to co powinno być na jesiennym rajdzie.
W Rytrze obiadek i w górę na Cyrle. Byliśmy tu rok wcześniej i milo wspominaliśmy. Okazało się, że nas też poznali... ciekawe czemu? Kolejny fajny wieczorek i znowu piękna pogoda rano (a miało lać!!). Na śniadanie eksperyment kulinarny oparty na pół kilo mielonego mięsa i 20 jajkach. Uff!! No i w drogę. Tego dnia na początek na Hale Labowską.
W schronisku spotkaliśmy z Pakulem kolegę z klasy!!! Ale ten świat mały!! Szybkie żarełko i herbata z rumem i w dół do Wierchomli. Chodzenie grzbietem nam się trochę znudziło więc walnęliśmy się w dolinę. To był świetny pomysł, bo dolina przepiękna! doszliśmy do Wierchomli i dalej już niestety busem do Żegiestowa, gdzie byliśmy umówieni.

Następny dzień w powiększonym składzie. Przez Krynice do Banicy. Beskid Niski powitał nas deszczem i krupą śnieżną. Do Banicy doszliśmy jak zwykle nocą. Nocleg w szkole na sali gimnastycznej, no i "śpiewy męskie" w kuchni! Bardzo milo, ale musieliśmy rano znikać, bo dzieci chciały mieć W-F!! Nadwyżkę czasu wykorzystaliśmy na gotowanie śniadania w dolinie Czertyżnego. Potem przez przełęcz do Ropek i Hanczowej. Dalej poszliśmy obejrzeć jedną z najpiękniejszych cerkwi w Beskidzie, cerkiew w Kwiatoniu. Na nocleg postanowiliśmy dojść na Magurę i tak się stało. Po drodze upał jakby zelżał, zaczęło lać i tłuc lodem po pysku! Wysuszyliśmy się w schronisku i następnego dnia do Wapiennego.
Po drodze kilka cmentarzyków z I wojny, trochę gór, krzaki, błoto i jeden sklep. Nocowaliśmy w ciasnocie w jednym domku w uzdrowisku w Wapiennem. Około północy dotarły posiłki ze Świdnika i okolic! Rano pogoda zmieniła się nie do poznania. Słoneczko i niebieskie niebo! Postanowiliśmy uderzyć bardziej na północ niż zazwyczaj chodzimy.

Poszliśmy poszukać cmentarzy wojskowych z I wojny w okolicach Cieklina. Grupa zrobiła się trochę duża i mało mobilna, więc nastąpiło spontaniczne rozformowanie na dwie frakcje: nekrofilna i frakcja leń. Spotkanie nastąpiło także spontanicznie pod sklepem w Cieklinie...
Koledzy siedzieli już tam od kilku godzin i czerpali z krynicy wiedzy pewnego miejscowego miłośnika win prostych. Czasem takie rozmowy spod sklepu są naprawdę pouczające. Polecam. Jak z "Siekierezady" Stachury. Folklor przez duże "F" i niech się schowa Oskar Kolberg. Nocleg w Foluszu nie należał do zwyczajnych. Nocowaliśmy bowiem w knajpie/smażalni. Właściciel przyjął nas pod swój dach i pozostawł bar pełen piwa na wyciągnięcie ręki... O dziwo nie zawiedliśmy zaufania... Za nocleg nie wziął ani grosza!!! Można jeszcze znaleźć porządnych ludzi na świecie!

Następny dzień to Magurski Park Narodowy. Skałki na Górze Zamkowej, kocioł zupy przy kapliczce pod Trzema Kopcami i grzbiet Magury Wątkowskiej. Po drodze z krzaków wypadli kursanci i pobiegli dalej! I po co tak pędzić?! Zeszliśmy wieczorem koło cerkwi w Kotani i nocleg znów w szkole. Tym razem w Krępnej.

Kolejny dzień dolinami. Przez Polany, Wilsznie, Smereczne i Tylawę do Jaślisk. Tam załatwiliśmy do spania salę gimnastyczną. Zaowocowało to meczem siatkówki, gimnastyka i innymi niezwykłymi zachowaniami... Ostatniego dnia ruszyliśmy na północ dawnym Traktem Węgierskim. Bardzo urokliwa trasa, jeśli pomyśli się o tych wszystkich wozach kupieckich i ludziach, którzy przemierzali Karpaty tą drogą. Szczególnie o kupcach z winem węgierskim ;) Dalej do ruin cerkwi w Króliku Wołoskim na obiad. Generał upichcił kartofle na czerwono po węgiersku!! Mniam!! Potem do sklepu i górami do Lubatowej. Okazało się to trudniejsze niż przypuszczaliśmy. W grupie było czterech przewodników... no wiec musieliśmy pobłądzić!! Idąc już po nocy nikomu oczywiście nie chciało się wyjąć mapy ani kompasu, tylko szliśmy na światełka... No i doszliśmy.. do Baucianki!! Drobne dwie godziny nadłożonej drogi...

No, ale jakoś w końcu doszliśmy na zakończeniowe ognisko do Zawadki Rymanowskiej (około 22).

Na zakończeniu spotkania ze znajomymi, śpiewy, blachowanie nowego przewodnika (Michał) i uroczyste otwarcie nowego kibla. Była wstęga, przemówienia, matka i ojciec chrzestni i uroczysta inauguracja. Sam Pan Prezes raczył uroczyście pierwszy ... (sami wiecie co). Noc była piękna, a ognisko tak pięknie grzało, że nocowaliśmy pod chmurka. Nie co dzień się to trafia.

Kolejny Rajd za nami i pierwsze dziesięć lat Kreta. Oby następne były co najmniej równie udane.

B.O.

 

     
     


21-24 października 2004

 

I juz kolejny rajd październikowy zakończony. W tym roku była to już XXXI edycja.
Rajd zorganizowali kursanci pod czujną opieka Padalca i wywiązali się z tego zadania znakomicie.
Plakat zaprojektował Grzegorz Czubaj, znaczek - Agata Biedacha.
Poszło 6 różnych, mniej lub bardziej formalnych, tras:

1. Jawornik - Zyndranowa - Zawadka ( Dominika Domaciuk )
2. Nowy Żmigród - Chyrowa - Zawadka ( Padalec )
3. Tylawa - Olchowiec - Zyndranowa - Zawadka ( Jacek Klisowski z II LO )
4. Stary Sącz - Cyrla - Łabowa - Wawrzka - Owczary - Bartne - Huta Polańska - Zyndranowa - Zawadka ( KaruKret )
5. Krempna - Huta Polańska - Zyndranowa - Zawadka ( Regent, Gaza i Golek )
6. Zawadka - PGR - Zawadka ( trasa wózkowa prowadzona przez Anie i Mateusza Patorskich )

Na zakonczenie zjawila sie dawno nie widziana liczba osob. Bylo nas ok 105.
Była ciepła grochówka dla kazdego, a potem juz kończylismy tradycyjnym ogniskiem.
Było tradycyjnie dużo śpiewu, gitary, pieczonej kiełbasy i zdartych głosów.
Kursanci przygotowali konkursy z nagrodami, czego juz nie było od wielu, wielu lat.
Zabawy było dużo, pytania proste a nagrody nawet całkiem, całkiem...
W niedzielę do Lublina wróciliśmy autobusem, a najwytrwalsi zakończyli rajd w Chatce Żaka.
Biorąc pod uwagę wzrost frekwencji podczas rajdu - przyszłoroczna, juz XXXII edycja, zapowiada się zupełnie niesamowicie...

Golek

 

Trochę zdjęć na Golkowych stronach


Rajd Beskid Niski 2003 16-19.X

Jesienią góry są najszczersze żurawi kluczem otwierają drzwi

 

Rajd Beskid Niski 2003 należy uznać za wyjątkowo udany.
Na zakończenie rajdu stawiło się ok. 40 osób, co biorąc pod uwagę frekwencję na poprzednich rajdach jesiennych jest wynikiem dobrym. Z powodu zimna panującego na zewnątrz bawiliśmy się w środku chałupy z Zawadce. Zabawa była przednia, bo i jaka miałaby być. Śpiew, tańce oraz ciepłe jedzenie i picie.

Wyruszyła jedna, ale za to podwójna (łączona) grupa w ilości 18 osób (w tym 4 przewodników), która szła trasą od Beska przez pasmo Bukowicy, baza na Jaworniku (ze spaniem, brrrr... zimno), Czystohorb, Pasikę, Jasiel, Jaśliska (tu już cieplej), Lipowiec, Barwinek lub Szklary). Wszyscy cali dotarli do Zawadki.

Wszystkie znaczki rozeszły się w mig, bo choć plastikowe to jednak ładne.
Tak więc rajd Beskid Niski wraca do łask, do zobaczenia za rok.


Znaczek rajdowy