C I S Z A

 

to nie są góry

 

- Tutaj nie ma odpowiednich górek... jest klimat i mało ludzi, ale po prawdzie to nie są góry.
- Z Kruhłego jakbyś pojechał na sam dół, na zachód to będzie sześć stówek w pionie, może być?
Dwóch mężczyzn około trzydziestki siedziało w salonie. Jeden ubrany w ortalionowe watowane portki i membranę, drugi w sportową kurtkę i bojówki; jeden popijał herbatę, drugi mleko. Sojowe.
- A gdzie tak jeździłeś?
- W Tatrach, i na Mont Blanc byłem. To znaczy tylko do schronu Vallota doszliśmy, mieliśmy problemy z tlenem...
- Na desce zjeżdżałeś ?
- Na desce. Dla mnie im większy kąt tym lepiej, siada się na tylnej nodze i leeci... A te górki nie są strome.
- Lawiny się zdarzają.
Ten w bojówkach zmrużył oczy.
- Jakie lawiny? pyłówki? no, idę na taras - Kuba robi rampę będzie skakać po poręczy. On jest rzeźnikiem.
- Masarnię prowadzi?
- Nie, dobrze jeździ na desce.
- Żeby nie trzeba go było zbierać na deskę ortopedyczną z tej rampy. Aniele?
Aniela miała warkocze. I piegi. Ten w waciakach uśmiechnął się.
- Masz tu Aniu jakiś sprzęt ratunkowy?
- Mam, a jeszcze mam radiotelefon co go chłopcy zostawili przedwczoraj , nie zabrałbyś go? na dyżurkę, wiesz... Tu sobie nastawisz skaner, a nadawanie na czwartym kanale jakby co. Bo późno się robi.
Dochodziła trzynasta. O trzynastej był już w drodze.

 

*****

 

zawieszony nad lasem

 

Po godzinie zrobił sobie przerwę. Dopił herbatę patrząc na zawieszony nad lasem główny grzbiet, niespiesznie zapiął narty i paski (“żeby nie zgubić”), po chwili namysłu włączył radio. Ruszył pod górę ale snieg był zmrożony, przewiany na beton - foki ślizgały się do tyłu i musiał robić zakosy. Pomimo wysiłku czuł narastające zimno (“tysiąc metrów...”), mocniej nacisnął czapkę i nagle rozległ się suchy trzask, zamarł na chwilę ale gdy usłyszał “Połonina dla centrali, podaję aktualne warunki” odetchnął z ulgą (“to nie drzewo wiatru nie ma to tylko radio...).
Przy granicy lasu zdjął narty. Gładka tafla szreni nie zachęcała do marszu pod górę, zdecydował się na trawers tym bardziej że był już dostatecznie wysoko. Odpiął foki i pojechał wzdłuż linii drzew.
Jest takie miejsce gdzie zatoka lasu zstępuje w dolinę Bystrego. Grupa nierówności których nazwy nie znał malowniczo wypiętrzała się na tle szarzejącej panoramy, zatrzymał się by zrobić zdjęcie ale było już zbyt ciemno. Faktycznie szarzało, dopiero teraz to zauważył, spojrzał na nawisy jakieś sto metrów wyżej i poczuł się dziwnie. Cisza nie uspokajała - ona wisiała w powietrzu, nagle zapragnął zjeżdżać w dół, jak najprędzej! Ruszył w stronę nieodległej przełęczy, krótkofalówka odezwała się suchym trzaskiem ale ten trzask był głośniejszy, dużo głośniejszy... (“Jezus Maria przecież to...”) stok zaczął pękać w prostokątne tafle, ruszył szusem w prawo - wiedział że nie zdąży wypiąć nart (“cholerne paski”). Kiedy dostrzegł ogrom lecącej lawiny skręcił w lewo, w stronę lasu (“to tylko Bieszczady dlaczego mnie to spotyka”), wszystko działo się bardzo szybko, odchylił się do tyłu, nie słyszał huku tylko szum jak na morzu. Pęknięcia w tafli robiły się coraz szersze, głębsze ale przecież jechał (“kotwica narty działają jak kotwica”). Przed lasem lawina spięła się, wyrzuciło go do przodu, upadł na plecy głową w dół. Blok ubitego śniegu wielkości windy przysypał go do ramion, potem wszystko znieruchomiało.

 

ogromne prostopadłościany

 

Uniósł głowę. Po lewej widział lawinisko - podświetlone na różowo ogromne prostopadłościany przyprószone pyłem, twarz miał również przyprószoną pyłem (“moja noga ależ boli narty się nie wypięły jak ja się wykopię”). Znalazł złamany kijek, spróbował się wykopać. Nie dał rady (“jest telefon nie zgubiłem k**wa nie ma zasięgu”). NIE MOGŁ SIĘ PORUSZYĆ, spojrzał w stronę przeraźliwie teraz dalekiej doliny, równie dalekiego lasu odległego o kilka metrów i poczuł się bardzo mały... Dopiero teraz przypomniał sobie o radiu (“może ktoś usłyszy przecież działało”), zaczął się szarpać próbując zdjąć plecak, noga bolała jak cholera, zanim wyciągnął Motorolę minęło dobrych kilka minut:
- GOPR Ustrzyki zgłoś się.
Trzy tony, cisza... (“Boże żeby odpowiedzieli” ) i odpowiedź:
-Zgłaszam się.
Nie chcieli uwierzyć. Pytali wciąż i wciąż “gdzie jesteś? powiedz dokładnie?”
- Na północ od szlaku czerwonego. Ja tu zamarzam.
Lawina zastygła na kamień. Czytał o tym kiedyś. Kijkiem próbował rozbić skorupę wokół nóg, próbował się ruszać ale zamarzał. Bardzo szybko.
Mógł tylko czekać.

 

*****

 

- Siedzimy se mysiu na dyżurce i nagle przez radio ktoś mówi “GOPR Ustrzyki zgłoś się” a jeszcze “przysypała mnie lawina” rozumiesz mysiu? Jacek jak to usłyszał to go trzeba było zobaczyć ale jeszcze pyta “serio?”. No ale gościo tak mówił takim tonem że zaraz my z Jackiem wylecieli do skutera a jeszcze się Aniela zgłosiła że on ma nasze radio, no i Ramba my mieli dobrze to tak się złożyło. A jak śmy jechali to zdrowaśki mówiłem.... no ale tylko do Schodów, potem biegiem a ten nadaje: “ja tu zamarzam” a jak my zobaczyli lawinisko... mysiu to było ogromne, ja tam raz widziałem takie jakby bloki i zgłaszałem to do Waldka i tam właśnie poleciało ale to się oberwało z dwieście metrów tej góry, nie jak Trzy Horby tylko tam dalej za przełęczą... rozumiesz? Ja gościa zobaczyłem i chciałem lecieć ale Jacek mówił żeby to od góry obejść i sprawdzali na drugi dzień i rzeczywiście nie wszystko tam się oberwało mysiu... I Jacek poleciał zaraz za Rambem - ten to szedł mówię ci jak po sznurku... zanim ja doszedłem to gościo był już odkopany.

 

zanim ja doszedłem

 

Jacek mówił, że jak zobaczył jego nogę to myślał że złamana – tak powykręcało... sukinsyn zjechał z tą lawiną sto pięćdziesiąt metrów - cud że nie zabiło, ale tylko go złapało bokiem wiesz? A potem jak go nie zacznie telepać (z godzinę był w śniegu albo lepiej) to my go we folie zawinęli i dali mu pakiety i jeszcześmy mu z Jackiem zrobili niedźwiedzia... no niedźwiedzia jeden z przodu drugi z tyłu bo marny był, ale młody zdrowy i głupi to miał szczęście, a już nadleciała Aniela i mu dali herbaty i sam wylazł jeszcze do szlaku... No pod górę w bok od lawiniska, tam ze trzy hektary stoku poleciało - ty nie rozumiesz? Chłopcy z Połoniny go już dalej akią zwozili bo ja miałem jego plecak i narty i buty turowe jeszcze se zabrałem zamiast zwykłych bo nie było czasu... Jacek to powiedział że warto było Ramba szkolić te dwa lata... dobry piesek bo z góry to gościa nie było widać, wiesz?? A ten jak po sznurku...

 

*****

 

Stali już chwilę, spoglądając na topniejący w marcowym słońcu śnieg.

 

w marcowym słońcu

 

- Była taka sprawa w 2003, co pod Rysami przysypało osiem osób i później TOPR zrezygnował z wydawania decyzji o zakazie wyjścia na szlaki zimą . Uznali że lawiny mogą schodzić przy każdym stopniu zagrożenia i nie mogą brać za to odpowiedzialności. Bo to zależy od miejsca....
- A przy pierwszym stopniu ?
- Tu właśnie poleciała deska przy pierwszym stopniu, stamtąd aż do lasu. Dwadzieścia tysięcy metrów sześciennych.
- Chyba od trzęsienia ziemi?
- Od jednego narciarza. Wlazł - że tak powiem - w dziesiątkę.
- Przeżył?
Uśmiechnął się. Kursanty przestali rozmawiać, zrobiło się cicho. Cisza - brakowało mu tego, odkąd przestał chodzić sam...
- Przeżył. Mówił, że to się czuje.
- Co się czuje?
- Że śnieg wisi, i że ma polecieć. Taki niepokój jakby, napięcie. I jeszcze mówił...
- Kiedy to było?
- ...mówił ze zaj**** każdemu kto powie, że Bieszczady to nie góry.

Gucio

 

Wszelkie podobieństwo do istniejących osób i zdarzeń jest zamierzone.

 

Podziękowania dla Gabrysia i Jurka za udostępnienie fotografii. I nie tylko.

pięć tysięcy ton

zielony - trasa planowana
czerwony - trasa przebyta
pomarańczowy - zasięg lawiniska

 

stamtąd aż do lasu

 


Zobacz także:

Skała Dobosza

INTIRNIRILE BUCOVINENE (spotkania bukowińskie)

Zbliża się zima, najpiękniejsza pora roku.

Połoniny Hryniawskie - lipiec 2003

Kilka słów o Ukrainie